Drugi miesiąc firmy czyli zero przychodów.

22 sierpnia 2016

Pierwsze miesiące, a nawet lata firmy to test na przetrwanie. Podobnie jest z blogiem. Na starcie energia, a potem walka o przeżycie. Moim marzeniem jest realizacja pozytywnego scenariusza w wersji niestandardowo przyspieszonej. Chcę zacząć generować przychody jeszcze w tym roku. Zobaczcie, jak się potoczył drugi miesiąc firmy.

Pierwszy miesiąc bloga, drugi miesiąc firmy

Jeżeli nie śledzisz mojego bloga od początku, oto krótkie przypomnienie dotychczasowych wydarzeń. Dnia 24 czerwca złożyłem rezygnację z funkcji prezesa notowanej na GPW Comperia.pl S.A. (więcej). Jednocześnie rozpocząłem pracę nad nowym startupem. Miesiąc później, tj. w poniedziałek 25 lipca wystartował niniejszy blog, na którym opisuję na żywo tworzenie nowej firmy od podstaw (więcej). Dziś przypada miesięcznica bloga i dwumiesięcznica firmy – czas podsumowań.

Założenia

Pierwsze tygodnie funkcjonowania biznesu są szczególnie trudne. Nie ma nawet fundamentów, a do wybudowania domu bardzo daleka droga. Moje podstawowe cele na ten czas były następujące:

  • uruchomić bloga i zainteresować treściami użytkowników
  • utrzymać koszty na możliwie niskim poziomie
  • skupić się na pracach projektowych nad planowanym do uruchomienia portalem
  • w pozytywnym scenariuszu rozpocząć prace produkcyjne nad portalem
Koszty w ryzach

koszty w ryzach

Prowadzenie firmy to działanie nakierowane na zysk. Ten z kolei w uproszczeniu stanowi różnicę między przychodami i kosztami. Firma jest na starcie, więc nie myślę o przychodach, za to mierzę się z kosztami. I teraz jedna z najważniejszych zasad w prowadzeniu firmy. Jeżeli odpuścisz skrupulatną kontrolę kosztów prowadzonego przedsięwzięcia to na którymś z etapów zarządzania firmą będziesz mieć problemy. Dlatego od samego początku bardzo uważnie patrzę na koszty i staram się trzymać je na minimalnym poziomie. Taki jest pierwszy, drugi miesiąc firmy i będzie każdy kolejny. Dlatego:

  • nie zarejestrowałem do dnia dzisiejszego oddzielnej firmy na użytek startupu; dzięki temu omijam szereg kosztów administracyjno – prawnych
  • uruchomiłem bloga StartupLive.pl zupełnie sam, pomimo braku wykształcenia i know-how w tym zakresie
  • nie ponoszę kosztów marketingowych bazując na darmowych działaniach w ramach social media
  • nie wynająłem siedziby, nie wziąłem auta w leasing, nie zatrudniłem asystentki – nie popełniłem wszystkich tych grzechów, które wpisują się w stereotypowe działanie młodej firmy
  • wszystko, co potrafię realizuję samodzielnie i korzystam z pomocy tylko w tych obszarach, gdzie brakuje mi kompetencji

W efekcie udaje mi się trzymać koszty w ryzach. Przez dwa miesiące funkcjonowania firmy koszty operacyjne wyniosły dokładnie 57,76 zł. Tyle zapłaciłem za rezerwację domeny i serwera w ujęciu rocznym.

Koszty operacyjne a inwestycje.

Dla jasności sposobu, w jaki kalkuluję koszty operacyjne, poniżej garść dodatkowych wyjaśnień.

  1. W kalkulacjach nie uwzględniam kosztów prowadzenia przeze mnie jako osoby fizycznej działalności gospodarczej (księgowość, ZUS). Prowadzona przeze mnie dziś działalność to efekt decyzji podjętych daleko wcześniej nie związanych z uruchamianiem StartupLive.pl i nowego startupu. Gdybym na tę chwilę nie posiadał zarejestrowanej działalności gospodarczej to na dzisiaj nie rejestrowałbym jej mimo wszystko. Nie byłoby to racjonalne do momentu rozpoczęcia ponoszenia istotnych kosztów, które w przyszłości obniżyłyby konieczny do płacenia podatek dochodowy.
  2. Nie uwzględniam w kalkulacji kosztów własnej pracy. Nie wypłacam sobie fizycznie wynagrodzenia, tak więc nie księguję go jako kosztu.
  3. Powyżej piszę o kosztach operacyjnych, tj. takich, które są potrzebne do bieżącego funkcjonowania firmy. Nie uwzględniam zatem wydatków inwestycyjnych, tj. tych, które odpowiadają za uruchomienie właściwego portalu, nad którym pracuję. Do dnia dzisiejszego w tym obszarze poniosłem jedynie koszt przygotowania makiet portalu w oparciu o specyfikację funkcjonalno – techniczną. Właściwa inwestycja, tj. uruchomienie pilotażowej wersji portalu, jest wciąż przede mną i będzie to dla mnie podstawowe wyzwanie budżetowe na ten rok.
Przychody rosną, choć finansowo: zero

Wyznacznikiem sukcesu firmy na bieżącym etapie nie są przychody, bo tych po prostu być nie może. Skupiam się na organizacji firmy od początku, prowadzeniu bloga w ramach realizacji planu marketingowego, współpracy z mediami, podpisaniu umowy o wykonawstwo projektu, na wszystkim krok po kroku. Efektem pracy jest na dzisiaj oglądalność bloga, widoczność w mediach społecznościowych, intensywność rozmów z kontrahentami, współpraca z zewnętrznymi redakcjami, stopień zaawansowania produkcji portalu. Jak mi idzie?

Tygodniowa oglądalność bloga zbliża się do 2000, była największa w pierwszym tygodniu działania i po okresowym spadku znów rośnie. Cała oglądalność ma charakter organiczny, nie wspierany budżetami marketingowymi.

statystyki Google Analitycs

 

Posty umieszczane na profilu StartupLive.pl na Facebooku docierają systematycznie do ponad 500 odbiorców, w przypadku uzyskiwania większej popularności ilość odbiorców zbliża się do 2000.

 

FaceBook post

Słowem, jest nieźle. Cieszę się z rosnącego zainteresowania moimi wpisami i w ten sposób, zgodnie z misją bloga, buduję potencjał oglądalności dla docelowego projektu.

Wytrzymać do startu

Liczę na to, że już niebawem będę mógł ogłosić start prac produkcyjnych nad portalem. Jest to kluczowe dla utrzymania planowanej daty startu usługi w jego pilotażowej wersji w ostatnim kwartale tego roku. W międzyczasie stale będę się zmagał z utrzymywaniem kosztów na minimalnym poziomie licząc również na waszą pomoc.

Tymczasem drugi miesiąc firmy za mną. Z optymizmem otwieram kolejny.

  • Czy uważasz, że takie publiczne ogłoszenie tego, ze pracujesz nad jakims projektem jest dla ciebie motywatorem i formą egzekwowania „samozaparcia”?

    Ja odkryłem, że porażka nawet nie bolałaby mnie tak bardzo, gdyby nikt się o niej nie dowiedział, dlatego najlepszym batem na mnie samego jest zadeklarowanie się jakiegoś zadania publicznie, bo wtedy walczę 2x bardziej zażarcie, żeby nie stracić twarzy.

    • Bartek

      Blog spełnia kilka funkcji i między innymi tę, o której piszesz. Jest świetnym motywatorem, który nie wybacza opóźnień. Jest trochę wewnętrznym sumieniem, które przypomina o obranej ścieżce i konieczności szybkiego dotarcia do celu. Maile, posty, komentarze od czytelników dają energię do działania.

      Jeżeli chodzi o smak potencjalnej porażki to na pewno blog jej nie osłodzi. Ale z drugiej strony dzięki temu, że blog na bieżąco jest uzupełniany w treści to również w przypadku porażki startupu, nad którym pracuję, będzie ciekawym studium przypadku, do którego będzie można zawsze wrócić.

      Czy stracę twarz, kiedy ogłoszę przegraną? W USA nikt nie wstydzi się, że jego firma upadła. Wiemy też, że 90% startupów upada. Jeżeli i mnie dotknie ta okoliczność to na pewno przez jakiś czas będę odczuwał gorycz, ale jednocześnie nikt nie poczuje się oszukany, więc i ja nie powinienem stracić w oczach czytelników i obserwatorów.

  • Tak sobie dumałem 😉 i wydumałem że stworzenie serwisu od postaw może nie być szybkie. To nie blog.

    Jak zamierzasz do tego podejść. Najpierw MVP (min. viable product) i rozbudowywać po drodze czy od razu idziesz na całego?

    Nie mniej – pozdrawiam i trzymam kciuki

    • Bartek

      Hej, wybrałem opcję MVP – w pierwszym etapie zupełnie minimalny zestaw funkcjonalności potrzebny do realizowania usługi w podstawowej wersji. Test. Jeżeli sukces to rozbudowa o kolejne już dzisiaj przewidywane funkcjonalności.

  • Pingback: Finansowanie startupu w rundzie SEED, zmiana planów. - StartupLive.pl()

  • Pingback: Co to jest MVP i jak kieruje moimi działaniami? - StartupLive.pl()