Praca do kitu ale zatęsknisz jak rzucisz.

4 października 2016

Myślisz o pójściu na swoje. Masz dość szefa, słabej kasy, monotonii, biurka, nudy. No ale co potem? Pierwsze: radość i satysfakcja. Już chwilę później refleksja, że przedsiębiorca to wcale nie rentier. Praca do kitu, ale na własnym jeszcze ciężej.

Oczekiwania są wysokie

Z pracą możesz się pożegnać generalnie z dwóch powodów. Możesz być nim Ty, albo ona – praca. Drugi wariant jest o tyle prostszy, że dzieje się bez Twojej woli. W pierwszym to Ty musisz podjąć decyzję. Ale oba prowadzą z grubsza do tego samego. Musisz szukać nowego zajęcia, bo z czegoś trzeba żyć. I co?

Rzucam raz

praca do kitu

 

Kiedy zrobiłem to pierwszy raz, przed oczami miałem tylko nadchodzący sukces. Wtedy, w 2007 roku inicjatywa była moja i tylko moja. Praca do kitu? Łatwo o gorszą, ale ja już miałem dość i byłem zdeterminowany, żeby spróbować smaku „bycia na swoim”. I faktycznie na początku same frukta. Już po dwóch miesiącach od zawiązania spółki uruchomiliśmy pierwszą w Polsce internetową porównywarkę kredytów hipotecznych, po kolejnych czterech pozyskaliśmy inwestorów i przez następny rok zdobywaliśmy bazę za bazą. Całkiem pięknie. Ale schody przyszły, bo zawsze przychodzą. Rok i pół od startu. Wybucha światowy kryzys finansowy, w spółce kończą się pieniądze, a zarząd zaczyna osiemnastomiesięczny okres pracy bez pensji. Wytrzymać.

I rzucam dwa

Firma zaczyna płacić pensję, a nawet generować zyski. Wytrzymałem. I tak do 2016 roku, kiedy żegnam się z posadą prezesa. Dziś, w czwartym miesiącu „na swoim” mówię Wam jak jest.

Gdyby nie terapia, którą sam sobie funduję od dwóch lat powiedziałbym, że ciężko:

1.       Nie ma biznesu

Bo ten dopiero startuje. Nie ma tych wszystkich rzeczy, które masz na biurku, pod biurkiem i dookoła, kiedy przychodzisz do swojej pracy w firmie. Relacje, procedury, działające zależności. Było: przychodzę, wiem czego się spodziewać, robię, wychodzę. Jest: przyszedłem, nie wiem czego się spodziewać, robię, robię i robię. Nie wychodzę.

2.       Nie ma pewności

Wszystko byłoby dużo prostsze, gdyby przyszłość była znana. Zmartwienia na bok i odliczamy do otwarcia szampana. Reguły są inne. Pewna jest tylko śmierć i podatki. Praca do kitu, więc rzucasz, ale pamiętaj, że jako przedsiębiorca masz tylko kilka procent szans na przeżycie.

3.       Nie ma pieniędzy

Ostatnie i pewnie najważniejsze. Nazwiesz się dumnie przedsiębiorcą. Stereotypowo: wolny człowiek sukcesu. Faktycznie: startupowiec bez bieżących przychodów z tylko teoretyczną szansą na sukces. Gorzko i prawdziwie.

Bądź optymistą, ale realistą

Wierzę w sukces mojego startupu. Jestem pełny energii i zupełnie gotowy na sukces. O kolejnych etapach, jak zamierzam po niego sięgnąć czytacie na tym blogu….

Jestem jednak daleki od tego, żeby namawiać Cię do pójścia moją drogą. Bycie przedsiębiorcą to cholernie ciężka praca. Każda chwila, każdy dzień, każdy tydzień jest pracą. Ten wpis powstaje o 23:03 w poniedziałek. Dlaczego w nocy? Bo pełna odpowiedzialność tylko na moich barkach, więc nie daję im odpocząć. A szansa na sukces statystycznie wciąż poniżej 10%. Warto?

Idź za sobą

Najlepszym planem na zawodowy sukces jest podążanie własną, sobie właściwą ścieżką. Możesz być księgowym, sekretarką, informatykiem, księgarzem. Ale musisz czuć, że robisz to co lubisz, a firma, w której pracujesz pozwala Ci się realizować. Możesz być przedsiębiorcą własnego życia pozostając na etacie. Ale wymagaj od otoczenia najwięcej. Muszą pozwolić Ci oddychać, rozwijać się, osiągać swoje.

Praca do kitu

Mamy w sobie skłonność do narzekania. Polacy. Przeczytaj kilka moich wpisów i zobacz, jak dużo wysiłku kosztuje wyznaczanie nowej, przedsiębiorczej ścieżki. Chcesz tego? Zapraszam i życzę Ci tylko jak najlepiej. Ale dopóki nie jesteś na to gotowy i dopóki dobrze Ci tam, gdzie jesteś nie startuj z biznesem. Walcz o swoje w firmie, w której jesteś. Na dzisiaj może to być lepszy plan dla Ciebie.

Moja autoterapia

Jestem dziś hiper szczęśliwy, choć widmo porażki jak najbardziej realne. Jednak robię to co lubię, w sposób jaki mi odpowiada. Mam właściwe nastawienie, tylko pozytywne myśli, (przeplatane chwilami słabości) wyczekuję najlepszego. Udało mi się osiągnąć ten stan długą pracą nad sobą, zmianą podejścia do życia i filozofii patrzenia na świat. Wyzwania, które na co dzień spotykam budują mnie na nowo. Ciężko pracuję, idę naprzód i wierzę tylko w sukces.

Masz to? Nie? Poczekaj ze zmianą.

  • Hej, polubiłem Twój blog na fb jakiś czas temu i sporadycznie zaglądam.

    Założenia były proste – zaczynasz z nową firmą i będziesz ją stawiał na żywo, na blogu. Tymczasem więcej tu wpisów o przemyśleniach niż faktów i pytanie czy tak zostanie? Rozumiem że start Twojej nowej usługi się przesuwa, ale jako czytelnik jestem ciekaw jaki jest zarys tej firmy. Te kilka miesięcy na tak wielkie ogóły to chyba zbyt długo i czuję się rozczarowany. Podobne wpisy czytam u różnych motywatorów biznesowych i życiowych, a niestety w takim kierunku prowadzi teraz prowadzona przez Ciebie narracja. Pytanie czy tego chcą czytelnicy (oczywiście było kilka fajnych wpisów, za które szacun, ale taka powinna być większość). Jeżeli konsekwentnie nie zdradzisz zarysu koncepcji, to chociaż dziel się tym co jest tu i teraz – czyli wynikami bloga, jak to robiłeś na początku – jaką czytelność mają poszczególne artykuły, jaki czas na stronie, jak wygląda przyrost fanów na FB (od wielu tygodni widzę około 800, więc stagnacja). No i jakie wyniki planu z tymi ambasadorami którzy mieli promować bloga, fan page i pomagać w marketingu. Mięso, mięso – po to Cię śledzę.

    pozdrawiam Mati

    • Bartek

      Hej, potwierdzam, że na blogu pojawiają się dwie kategorie wpisów. Te z sekcji „na żywo” i te o charakterze bardziej ogólnym – powiedzmy „zasad prowadzenia biznesu”. Niebawem dodam sekcję związaną z moim podejściem do życia i łączenia go z biznesem. Wszystko powinno zbiec się z uruchomieniem nowej odsłony samego bloga. Co do statystyk oglądalności i popularności – masz rację, że mamy stabilizację. Jak tylko pojawi się nowa tendencja – pojawi się na ten temat wpis.

      Wpisy dotyczące samej firmy będą się pojawiać w miarę realizowania się konkretnych zdarzeń. Nie częściej. Staram się wypracować twardą regularność wpisów, ale jeżeli w danym momencie nie znajduję atrakcyjnych tematów z życia firmy – piszę o innych aspektach przedsiębiorczości.

      Ambasadorzy – po zakończeniu miesiąca października wyślę wiadomość do wszystkich zapisanych do akcji – otrzymają pełen obraz statusu akcji.

      Niestety nie mogę zadowolić wszystkich czytelników. Rozumiem, że Ciebie interesują fakty, mięso, środek. Daję tyle, ile mogę pracując jednocześnie nad nową firmą.

      Dzięki za komentarz.

      • longer

        Cześć,
        fajnie piszesz i tak trzymaj! Zarówno to ‚mięso’ jak i tematy pobieżne są dla mnie OK.

        Wydaje mi się też że część planów mógłbyś już nieco odsłonić nie narażając się póki co na jakiekolwiek ‚straty’.
        Mówiłeś że podobne rozwiązania już istnieją ale nie w takim zakresie. Jaka to branża ? Jaki zasięg (liczebny i terytorialny)? Jaki model biznesowy planujesz ?

        Piszesz o kilku podejściach z inwestorami i co poszło nie tak lub dlaczego jeszcze nie teraz, ale pełności obrazu mogłoby dodać te kilka szczegółów. I tu nie chodzi tylko o zaspokojenie ciekawości ale dopełnieniu Twojej opowieści. Być może inwestorzy nie ryzykują już teraz ze względu na któryś z tych elementów a nie brak wiary w sukces. Wiele osób jest w podobnej sytuacji i mogłoby to im pomóc. Ale także w drugą stronę! – lepszy obraz tego co robisz na pewno zwiększyłby dyskusję.

        Pozdrawiam

        • Bartek

          Hej, też uważam, że zbliża się moment, kiedy będzie można zdradzić więcej szczegółów. Postaram się już niebawem napisać więcej o rzeczach, o które pytasz. Mam w głowie tematy na najbliższe dwa wpisy, więc być może trzeci w kolejności dotknie jeszcze tematów inwestorów albo tematu samego biznesu. Miłego. B

          • Marta Hańko

            Dla mnie taka dobrą pracą jest moja obecna…w PoloMarkecie. Pracowałam już wczesniej w innych sklepach ale tutaj jest zdecydowanie najlepiej.

  • sojeek

    Cześć,
    „Wtedy, w 2007” szacowałeś ile czasu możesz przeżyć (wydatki na życie) bez jakichkolwiek dochodów, czy tak totalnie na żywioł?

    • Bartek

      Wtedy to był żywioł. Spodziewałem się tylko pozytywnego scenariusza, miałem dość spore (tak wtedy mi się wydawało) oszczędności i nie miałem dokładnych założeń. I chyba na tamten czas to było dobre, bo gdybym jednak to wszystko kalkulował to być może nie wyruszyłbym z projektem w ogóle.