Jak przygotować się na crowdfunding – krok po kroku.

5 kwietnia 2017

Zakładasz lub prowadzisz startup i boli się Cię głowa od myślenia o pieniądzach? Crowdfunding to jedna z możliwości finansowania, którą musisz wziąć pod uwagę. Co to w ogóle jest? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby rozpocząć proces? Jakie są jego koszty, a jakie spodziewane korzyści? Sam jest na finalnym etapie przygotowań do crowdfundingu i niebawem planuję przetestować jego działanie. Poznaj moje dotychczasowe doświadczenia.

Pieniądze są potrzebne. Kiedy jesteś na początku budowania swojego startupu na pewno myślisz o tym, jak sfinansować jego działanie. Crowdfunding rozumiany jako udziałowe finansowanie społecznościowe jest jedną z opcji. Udziałowe, czyli „pieniądze za udziały dla nowych inwestorów”. Według informacji Pulsu Biznesu za pośrednictwem Crowdcube, największej w Europie platformie crowdfundingu udziałowego internauci zainwestowali w młode spółki łącznie 220 mln funtów szterlingów. Największą platformą tego typu w Polsce jest Beesfund. Przedstawiciele platformy mówią, że crowdfunding to pierwszy krok na drabince pozyskiwania funduszy na rynku publicznym przed NewConnect i GPW.  Kiedy jesteś na to gotowy?

1. Musisz mieć pomysł

Mój startup ma swój początek w czerwcu ubiegłego roku – w dniu publikacji tego artykułu mamy 10 miesiąc działania firmy. Tyle czasu potrzebowałem, żeby przebyć drogę od pomysłu na biznes do procesu przygotowywania się na crowdfundingu. Dlaczego finansowanie społecznościowe nie było dostępne już na starcie? Bo nikt nie chce inwestować w samą ideę. Jak dobra by się nie wydała to ryzyko związane z przekazaniem gotówki „wizjonerowi” jest zbyt duże. Przecież teoretycznie mógłby zrobić z nimi wszystko… Jeżeli zatem jesteś na etapie dopracowywania swojego pomysłu to nie myśl o tym, że crowdfunding jest dla Ciebie.

2. Musisz mieć spółkę

Kolejnym krokiem na drodze do pozyskania finansowania w ramach crowdfundingu jest rejestracja spółki akcyjnej bądź komandytowo-akcyjnej. Tylko wtedy zyskasz możliwość emisji akcji i ich sprzedaży inwestorom w zamian za przekazane do spółki pieniądze. Żeby zarejestrować spółkę musisz dysponować odpowiednim kapitałem założycielskim, a także pieniędzmi na obsługę kosztów prawnych i administracyjnych z tym związanych.

Inwestorzy powierzą Ci pieniądze, ale jednocześnie staną się Twoimi wspólnikami. Nabędą akcje w Twoim przedsiębiorstwie. Akcje, które potwierdzają prawo własności do odpowiedniej części biznesu i w szczególności upoważniają do prawa głosu na zgromadzeniach akcjonariuszy. Inwestorzy staną się interesariuszami spółki. Ich rola jako ambasadorów Twojego pomysłu bywa bezcenna dla rozwoju startupu. To dodatkowa korzyść obok pieniędzy z poszerzania akcjonariatu.

3. Musisz coś udowodnić

Sam pomysł i spółka to jednak wciąż za mało. Musisz mieć argumenty w dyskusji z inwestorami, że warto powierzyć Tobie pieniądze. W dużej mierze chodzi o przyszłość i perspektywy. Ale na tym etapie nie mniej ważne jest przeszłość, czyli wszystko to, co dotychczas udało się osiągnąć. Nic nie przekonuje inwestorów bardziej do projektu niż dotychczasowe zaangażowanie i osiągnięcia zespołu pracującego nad projektem. Ważne, żeby pokazać faktycznie włożone wysiłki i ich efekty. To dowód na to, że firma działa i chce realnie dużo osiągnąć.

Podstawowe warunki na crowdfunding

  1. „Dobry” pomysł na biznes
  2. Zarejestrowana spółka S.A. lub S.K.A.
  3. Dokonania i wkład założyciela
  4. Klarowne perspektywy

4. Musisz pokazać przyszłość

Inwestorzy chcą zobaczyć perspektywę przed biznesem, w który włożą swoje pieniądze. Chcą uwierzyć, że finansowanie przyczyni się do wzrostu wartości firmy. Tylko w ten sposób będą mogli zrealizować zyski z inwestycji. Kolejne kamienie milowe, cele w krótszym i dłuższym okresie, potencjalna skala działania – to wszystko jest kluczowe, żeby zwizualizować przyszłość.

Ogólnie chodzi tutaj przecież o pieniądze. Zyski z zainwestowanego kapitału będą do osiągnięcia tylko wtedy, jeżeli przedmiot inwestycji – spółka – ma dobry plan wzrostu. Twoim celem jako lidera projektu jest ich jasne zdefiniowanie i przekonanie nowych wspólników do tego, że są realne do osiągnięcia.

Przygotowanie emisji

Kiedy spełnisz powyższe cztery warunki możesz realizować kolejne etapy do rozpoczęcia akcji finansowania społecznościowego. Najpierw podpiszesz umowę – w moim przypadku z Beesfund – w ramach której ustalisz zobowiązania obu stron w zakresie procesu crowdfundingu. Po Twojej stronie chodzi przede wszystkim o dostarczenie wszystkich niezbędnych materiałów dotyczących spółki niezbędnych do uruchomienia akcji. W szczególności chodzi o:

  1. Dokumentację prawną (umowa spółki, odpowiednie uchwały związane z planowaną emisją)
  2. Materiał informacyjny o spółce zgodnie z wymogami platformy (wszystkie informacje niezbędne do podjęcia decyzji inwestycyjnej przez inwestorów)
  3. Film promocyjny (produkcja odpowiedniego przekazu wyjaśniającego ideę biznesu i zachęcająca do inwestycji)
  4. Plan marketingu i promocji w ramach kampanii (dokładne projekty przekazu marketingowego w ramach wszystkich przewidywanych mediów – w naszym przypadku chodziło o wizualizację formatów reklamowych używanych na Facebooku i w innych mediach, treści notek prasowych, treści mailigów, treści wpisów blogowych)

Po stronie Beesfund z kolei chodzi o przygotowanie odpowiednich ram dla przeprowadzenia akcji, wsparcie merytoryczne, koordynację czynności o charakterze prawnym, komunikację z KNF, kontakt z inwestorami, promocja akcji.

Czas przygotowań

W naszym przypadku całość procesu od podpisania umowy do osiągnięcia gotowości do rozpoczęcia akcji zajęła cztery miesiące. Początkowo sądziłem, że wszystko potrwa krócej. Okazało się jednak, że przygotowanie dokumentacji prawnej, informacyjnej, promocyjnej jest dość wymagające. Koordynacja działań wielu osób musi zająć odpowiednio dużo czasu.

Podstawowym elementem, nad którym koncentruje się większość prac jest  strona internetowa odpowiedzialnej za zebranie wszystkich informacji o spółce. Czynności techniczne są po stronie Beesfund, jednak po stronie spółki pozostaje przygotowanie całości wkładu merytorycznego. Trzeba przy tym pamiętać, że im solidniej zostanie wykonana praca tym większy komfort informacyjny po stronie inwestorów, a tym samym większe szanse na powodzenie emisji.

Koszty

Wydatki związane z procesem trzeba podzielić na te związane z samym przgotowaniem, następnie z jego promocją i finalnie z zakończeniem. Po kolei:

Przygotowanie do procesu

W ramach przygotowań do crowdfundingu poniesiesz administracyjne, notarialne i prawne koszty rejestracji spółki (w sumie kwota powinna się zamknąć poniżej 10 000 zł netto – bez uwzględnienia wpłat na kapitał zakładowy spółki).

W ramach kosztów przygotowania materiałów informacyjnych o spółce podstawowym elementem jest produkcja filmu promocyjnego – w zależności od wybranego wariantu w rozsądnych widełkach wyniesie od 3000 zł do 9000 zł netto. Większość innych kosztów może być zrealizowana w ramach wewnętrznych prac spółki, stąd nie wliczam ich do budżetu.

Prowadzenie procesu

Wydatki marketingowe związane z prowadzeniem akcji muszą być przewidziane – inaczej akcja ma odpowiednio mniejsze szanse powodzenia. Ale wielkość budżetu jest zależna od możliwości finansowych spółki. Zakładam, że minimalna widoczność akcji jest możliwa do osiągnięcia przy budżecie wynoszącym około 5000 zł. Uważam jednak, że warto przewidzieć większe wydatki na wypadek braku osiągania zakładanych efektów.

Zakończenie procesu

Powszechnie przyjętą praktyką w przypadku realizacji emisji akcji jest wynagrodzenie dla „pośrednika” w formule prowizji od wielkości zgromadzonego kapitału. Tak jest przyjęte na rynku pozyskiwania inwestorów prywatnych, na rynku publicznym (NewConnect, GPW), a także na rynku finansowania społecznościowego. „Pośrednik” uzyskuje wynagrodzenie wyrażone w procencie pozyskiwanej kwoty. Tak jest również w przypadku platformy Beesfund, jednak nie jestem upoważniony do podawania dokładnej wartości.

A jak wygląda sam przebieg akcji? Opowiem jak tylko będziemy po jej zakończeniu. A planowany start już niebawem.

  • Warto też zwrócić uwagę, że kampania crowdfundingowa to – poza oczywistym aspektem finansowym przedsięwzięcia – potężna machina marketingowa. Ale też pod względem marketingowym trzeba się na niej skupić sporo przed startem – najlepiej budując w okół projektu społeczność zanim ten wystartuje. I w tym wypadku jestem pewny, że zarówno blog jak i fanpage mocno pomogą całej akcji. Sam swego czasu zbierałem pieniądze na jeden ze swoich projektów, niestety zabrałem się za to za późno – całość zacząłem budować na niecałe 3 miesiące przed startem kampanii – zamiast planowanych 30.000 udało mi się zebrać ledwo 7.000. Z jednej strony szkoda, ale na dłuższą metę wyszło to na dobre – udało mi się wystartować rzeczony projekt w okrojonej formie za mniejsze pieniądze, a sam teraz wiem lepiej jak zorganizować taką akcję w przyszłości.

    Podsumowując mój przydługi wpis – żaden film promocyjny nie przyczyni się do sukcesu tak jak aktywna, wspierająca społeczność i na tym przede wszystkim bym się skupiał – na angażowaniu i poszerzaniu odbiorców w mediach społecznościowych.

    • Bartosz Michałek

      No właśnie. Miałem wczoraj ciekawą rozmowę z firmą, która też planuje crowdfunding, ale na platformie brytyjskiej i oni też wskazują na konieczność zadbania już wcześniej o społeczność wokół projektu / zainteresowanie / inwestorów. Myślę, że w PL ta wiedza dopiero się buduje / kształtuje.

      Z drugiej strony jest to zawsze praca na żywym organizmie – do końca nie da się wszystkiego zaplanować / przewidzieć 🙂 Tak czy siak trzeba mocno się starać i walczyć 🙂

      W przypadku iniJOB dodatkowym aspektem oprócz społeczności i emocji jest fakt, że ja jako założyciel bardzo mocno koncentruję się na elemencie stricte finansowym (doświadczenie) – chcę po prostu umożliwić inwestorom realizację zysków na kupionych akcjach – pytanie, czy w crowdfundingu to ma wpływ, czy bardziej liczą się jednak emocje.

      • Z perspektywy osoby, która zarówno tworzyła jak i wspierała akcje crowdfundingowe – w tym te na portalu Beesfund takie jak Akcja Cydr czy Akcja Kiełba czyli jedne z pierwszych – emocje to pierwszy krok do zainteresowania potencjalnego mikroinwestora. Dlatego kiedy decyduję się wesprzeć jakiś projekt oglądam film, oceneniam czy całość jest skonstruowana poprawnie, czytelnie i czy akcja na którą zbierane sa pieniądze w jakiś sposób zaspokaja potrzeby z którymi się zetknąłem. Na tym opieram emocjonalną ocenę tego czy projekt do mnie przemawia. Kolejnym etapem jest określenie korzyści jakie wyniosę ze wsparcia – czyli odsetek akcji jakie pozyskam, przeliczenie wolnych środków, które mogę zainwestować oraz bonusy takie jak zniżki na produkty własne marki jak w wypadku wymienionych przeze mnie akcji. I to w moim wypadku jest etap decydujący, bo jeżeli stwierdzę, że nie mam odpowiedniej ilości pieniędzy lub dodatkowe korzyści do mnie nie przemawiają to widmo odległego zysku w postaci dywidend lub odsprzedaży akcji mnie nie przekona do inwestycji – tym bardziej, że zazwyczaj przeznaczam kwotę poniżej 1000 zł więc zysk w perspektywie kilku lat i tak byłby marginalny. Ostatnim etapem tak naprawdę jest sprawdzanie opinii o firmie, pobieżne badanie potrzeb rynku i konsultowanie akcji z zaufanymi znajomymi.

        Upraszczając całą wypowiedź – do niedużych inwestycji podchodzę w dużej mierze emocjonalnie wierząc w projekt, często skuszony wizją jakiś niedużych gratyfikacji (jak np. zniżki) bardziej niż potencjalnymi przyszłymi zyskami. Również z tego względu, że nie przeznaczam na inwestycję dużych pieniędzy, łatwiej mi się będzie pogodzić z ich potencjalną utratą, bo tego nie odczuję.

        • Bartosz Michałek

          Bardzo fajnie opisany proces decyzyjny przy inwestowaniu relatywnie niewielkich kwot – a taki właśnie jest crowdfunding 🙂

          Wydaje mi się jednak, że inwestując nawet te niewielkie i powiedzmy, że nie kluczowe dla domowego budżetu kwoty trzeba myśleć o potencjale zarobku.

          Moje osobiste podejście do budowania biznesu w dużej mierze osadza się na motywie finansowym. Chcę zbudować zyskowne przedsięwzięcie po to, żeby dać możliwość sobie i inwestorom na zrealizowanie zysku z inwestycji. Nawet „małe” 1000 zł jeżeli urośnie w skali razy10 to mamy kwotę 10 000 zł. No cóż – inwestujemy po to, żeby na tym zarobić…

          Upraszczając – emocje emocjami, ale na koniec liczy się zysk również od tych małych kwot 🙂