Czy łączenie pracy w korporacji z budowaniem startupu ma sens, czyli startup na etacie.

19 lipca 2019

Na świecie codziennie powstaje blisko ćwierć miliona startupów. Niewiele mniej upada. Z wielu powodów ludzie dążą do tego by mieć własne firmy. Jednocześnie dramatycznej większości ta sztuka się nie udaje. Dlatego nie dziwne, że pracujący w korporacji rzadko porzucają poczucie bezpieczeństwa, przewidywalnego dochodu, perspektyw awansu na rzecz otwierania startupu. Okazuje się jednak, że prowadzenie startupu na pół gwizdka, jako projektu pobocznego możliwe.

Krew, pot, łzy i … porażka

Kiedy czytasz historie startupów to zwykle dowiadujesz się o ogromnym poświęceniu, katorżniczej pracy, wyrzeczeniach założycieli i zespołu w trakcie budowania nowej firmy. Smutne jest to, że w ogromnej większości historie startupowców nie mają happy endu. Dziewięć na dziesięć młodych firm upada. Po stronie kosztów: utrata pieniędzy, czasu i olbrzymi stres, czytaj zdrowie. Korzyści? Najlepsza lekcja przedsiębiorczości, jaką możesz otrzymać. Pytanie, czy starczy sił na kolejny startup?

Dylematy pracownika

Z perspektywy osoby zatrudnionej w korporacji wymiana etatu na startup najczęściej nie ma sensu. Po pierwsze oznacza utratę stałego źródła dochodów. Startup nie płaci pensji, startup wymaga inwestycji. Następuje drenowanie oszczędności na czas budowania nowej firmy, a tych wystarczy na rok, dwa …i co potem? A przecież nie można mieć pewności, że startup okaże się sukcesem. Kiedy się nie uda, to co? Powrót do korporacji? Trudno będzie przełknąć tak gorzką pigułkę…

Startup, ale na „pół gwizdka”?

A gdyby była możliwa formuła budowania startupu, która daje szanse na sukces, ale nie oznacza tak wielkiej skali poświęceń? Gdyby pracować nad nową firmą 3h dziennie zamiast 12h zachowując wszelkie przywileje korpopracownika? Z jednej strony mieć potencjał realizacji przedsiębiorczych marzeń ale nie rezygnować z bezpieczeństwa etatu? Wykorzystywać swoje kompetencje, ale nie narażać się na tak wielki stres? Startup na etacie?

startup projekt poboczny

Startup na etacie

Okazuje się, że przy posiadaniu odpowiedniej wiedzy i kompetencji w zakresie modelowego budowania startupu oraz zgadzając się na pewne warunki dodatkowe jest możliwe prowadzenie startupu w formule projektu pobocznego, czyli startup na etacie. Oznacza to, że przy dużo mniejszym ryzyku osobistym można próbować chwytać szanse na sukces w budowaniu startupu. Marzenie stworzenia własnego źródła utrzymania, a przy dobrych wiatrach źródła pokaźnych pieniędzy staje się realne. Jak to możliwe?

Umysł startupowca

Nie oszukujmy się, budowa startupu tak czy siak to zawsze długa podróż. Tym bardziej w Twoim przypadku, kiedy chcesz stawiać małe kroki – bo masz na to tylko kilka godzin dziennie. Badania potwierdzają istnienie cech/umiejętności/nawyków, które dobrze jest mieć lub wyrobić w sobie jako startupowiec, inaczej szanse na sukces są niższe. Jakie to cechy? Przypomnij sobie mit o Syzyfie i zastanów się, co mogło powodować, że za każdym razem, kiedy kamień spadał, biedak miał w sobie dość siły, żeby wracać po niego i pchać go znów ku górze? O to w uproszczeniu chodzi…

Jeżeli chcesz zdobyć wiedzę potrzebną do tego, aby prowadzić startup na etacie SPRAWDŹ

Misja, czyli big picture, małe cele i dużo cierpliwości

A teraz nazwij misję, pod jaką stanie Twój projekt. Musi być odległa i mglista, ale jednak na tyle precyzyjna, żeby wyznaczała kierunek działania. A w ramach kierunku wyznaczaj na bieżąco cele do osiągnięcia na poszczególnych etapach rozwoju przedsięwzięcia. Przy czym odpuść emocje związane z porażkami i zbytnio nie świętuj sukcesów. Idź przed siebie, z pokorą i otwartą głową. To, czego potrzebujesz to świadomość, że dążyć, że trwasz i że cel jest widoczny na widnokręgu.

Dopiero teraz pomysł na biznes

Najważniejszy jesteś ty sam i Twój mindset skoncentrowany na dążeniu do realizacji misji. Zaraz potem są pomysły na biznes, które będziesz testować w ramach kolejnych piwotów i zawsze w ramach misji. Ale ponieważ Twój startup to projekt poboczny, masz dodatkowe ograniczenie. Pomysły muszą mieć taki charakter, żeby można było je rozwijać zdalnie, przynajmniej do etapu, kiedy biznes zacznie przynosić dochody. Odpadają przedsięwzięcia, które wymagają osobistego, systematycznego zaangażowania w miejscu świadczenia usługi.

Członkowie startupu, czyli więcej niż zespół

Marzycieli takich jak Ty jest więcej. Często pracują w korporacjach i też chcieliby mieć swoje startupy. Ale nie mają dość czasu, żeby zająć się swoim nienarodzonym jeszcze biznesem. Uda się Wam, jeżeli będziecie działać razem. Każdy jest specjalistą w czymś innym. Sprzedaż, marketing, IT, PR, finansowanie? Startup zawsze musisz budować w towarzystwie ludzi, którzy wspólnie wierzą w misję i dadzą się pokroić za jej realizację. Musicie tylko się wzajemnie odnaleźć…

Swoje pieniądze zatrzymaj dla siebie

Nie zaczynaj startupu od wydawania pieniędzy. Najlepiej nie wydawaj ich w ogóle, póki nie masz dodatkowego finansowania. Twoje własne oszczędności to kapitał o największej wartości. To Twoja poduszka bezpieczeństwa na wypadek każdego czarnego scenariusza. Ty inwestujesz swój czas i kompetencje. Niech pieniądze inwestuje ktoś inny, ktoś kto nie ma czasu inwestować siebie.

Przed piwotem nie uciekniesz

Gdzieś przeczytałem, że startup w drodze do swojej dojrzałości operacyjnej średnio biorąc przechodzi 10 tzw. piwotów. Chodzi o istotne zmiany w działaniu, w modelu biznesowym, w podejściu marketingowym, w trybie sprzedaży. Kiedy uderzasz w głową w mur i w końcu uznajesz, że to dalej nie ma sensu – wtedy czas na piwot. Musisz coś zmienić, bo nie masz spodziewanych rezultatów. Bądź na to gotowy od samego początku budowania startupu. Piwot to konieczność. Przygotuj się do niego zawczasu.

Pokora i otwarta głowa

Świat przyniesie Ci na dłoni wiele rozwiązań. Może to być wspólnik, który nagle zgłosi się z propozycją współpracy. Może to być program dotacyjny, który okaże się doskonałym wsparciem dla Twojego biznesu. Może to być możliwość współpracy z lokalnym przedsiębiorcą, który zaproponuje atrakcyjne możliwości. Szans jest bez liku. Ważne, żeby mieć otwartą głowę i testować szanse, które przynosi los. Bywają niesamowitą trampoliną do sukcesu w startupie.

Współpracuj z mentorem

Tenisista ma trenera pomimo tego, że trener gra gorzej niż tenisista. A jednak zawodnik potrzebuje kogoś, kto może z boku spojrzeć na postępy, zadbać o trzymanie się strategicznych planów niezależnie od chwilowych słabostek i szalonych pomysłów. Zaangażowany i doświadczony mentor jest niezastąpiony dla startupu. Startup to żywioł, energia i siła, które trzeba odpowiednio kierunkować, inaczej popłyną w złą stronę. Proaktywny i mądry mentor jest na wagę złota.

Podobał Ci się ten tekst? Zapisz się na newsletter i czytaj najnowsze publikacje

  • Marcin Łaskarzewski

    Cześć Bartku. W marcu tego roku, gdy byłem na praktykach we Włoszech przyśnił mi się (dosłownie:)) pomysł na bloga – jak uczę się budować startup od podstaw. Jeszcze nie wiedziałem jaki, ale tak zwykle jest na początku. Zaczałem tworzyć stronkę na wordpressie (co było dla mnie czymś nowym) i opisywać swój pomysł na bloga. Po jakimś czasie przeszukiwałem internet, żeby sprawdzić czy już ktoś nie wpadł na taki pomysł… No i znalazłem Twojego bloga. A na nim ogrom wiedzy. Stwierdziłem, że nie będę wychylać się ze swoim blogiem… (to co stworzyłem we Włoszech można zobaczyć na http://www.startupodpodstaw.eu). Nie zrezygnowałem jednak z chęci stworzenia startupu.
    Dziś z ciekawości wszedłem na Twojego bloga i ten wpis dotyczy dokładnie tego co aktualnie robię. Systematycznie po pracy, 2-3h dziennie i dodatkowo w weekendy realizuję swój pomysł. Ten wpis tylko umocnił mnie w przekonaniu, że tak też może się udać 🙂

    Jeśli jesteś ciekaw – odwiedź http://www.secondhandy.com.pl

    Dzięki za Twoje wpisy, wiele z nich skorzystałem tworząc w głowie nowy rozdział pt. startup. I za pewne jeszcze dużo z nich skorzystam w przyszłości. Pozdrawiam!

    • Bartosz Michałek

      Hej Marcin, dzięki za ten komentarz i cieszę się, ze moje wpisy Ci pomagają. Zycze Ci powodzenia w startupowej drodze, bo jest długa, choć wbrew pozorom nie az tak trudna – wszystko jest w głowie 🙂