Nie chcemy Twojego sukcesu, czyli startup po polsku.

22 lutego 2017

Polacy lubią łączyć się w bólu. Kiedy jest źle – jesteśmy kumplami. Narzekamy przy wódce i klepiemy się po plecach. Ale kiedy tylko Tobie jest dobrze, kiedy biznes Ci idzie, kiedy osiągasz sukces – to już nie jest nam po drodze. Zawiść, zazdrość i dywersja. Jeżeli chcesz mieć sukces w Polsce to przygotuj się na taką „przyjaźń”.

A co tam u Ciebie?

Zmieniłeś coś w życiu. Praca, związek, samochód, startup? Wieść się niesie. Ludzie „gadają” i zaczynają pytać. Na początku jest zwykła ciekawość. Jeszcze nie wścibskość, czy zła wola. Bardziej rozpoznanie terenu. Wyczucie tematu. Dopiero później rozegra się właściwa gra.

Kiedy odszedłem z firmy – wszyscy CIEKAWI. Co tam u Ciebie? Czym będziesz się zajmował? A dlaczego? A po co?

Pytają, ale jeszcze nie wiedzą, po co? Chcą się po prostu dowiedzieć.

I lepiej się poczują, kiedy usłyszą,  jak to jest ciężko. Czują wtedy rodzaj ulgi. Dobrze, że sami nie podjęli wyzwania, bo by się spalili, stracili pieniądze. Dobrze im tam gdzie są. Lepiej nic nie zmieniać i robić swoje…

Gorzej, kiedy trochę skłamię, i powiem, jak cudownie jest być na nowym-swoim. Mina zrzędnie, ale fałszywy uśmiech jeszcze się trzyma. Chciałbym, żeby Ci się nie udało, ale (z bólem) kiwnę głową, że trzymam kciuki.

I nie wytrzymał

Trochę to trwało. Ale nadszedł w końcu moment, kiedy mój niezidentyfikowany kolega uznał, że może przypuścić atak. Poczekał i uderzył.

Stary. Zdradzę Ci anonimowo małą tajemnicę. Twój pomysł na Inijob nie ma racji bytu. To nie zadziała. Nie w Polsce. Obserwuję „ostatnie oferty” na dole Twojej strony od premiery. Bo od początku wiedziałem, że Twój pomysł nie ma racji bytu. I po tej liście widzę, że mam rację – nic się nie zmienia, co? 🙂 na początku Twojej drogi, przed zaangażowaniem czasu i pieniędzy, powinieneś był zrobić dokładniejszą walidację pomysłu – wśród pracowników i pracodawców. Trzeba było zrobić stronę na wordpressie z formularzem kontaktowym do zgłaszania zmian w firmach. I spróbować wymóc te zmiany. Zobaczyć, czy zgłoszenia w ogóle będą. Zobaczyć, czy uda Ci się je wygrać. Jak widać Twój pomysł rozbił się o to, że ludzie (pewnie z wielu powodów) nie chcą zgłaszać tych pomysłów. Teraz tylko szkoda Twojej pracy i budżetu na Intellect. 🙂 swoją drogą – dobry software house realizujący startupy jest krytyczny wobec pomysłów founderów. Czasem na tym się traci, bo dissujesz pomysł klienta, który chce Ci zapłacić. Ale jeśli chcesz być długo na rynku, to taka postawa jest potrzebna. Jak widać Intellect do tej części się nie przyłożył. Nie chciałem pisać tej wiadomości z pobudek jakiejkolwiek zawiści – no way. Chciałem Ci tylko napisać to, abyś zrozumiał szybko błędny kierunek, nie tracił zapału i zrobił tzw. Pivot pomysłu! 🙂 Może nawet niewiele trzeba będzie zmieniać platformę? Życzę powodzenia i sukcesów! 🙂

Dlaczego tak długo zwlekałeś ze swoim mądrym komentarzem? Dlaczego pozwoliłeś wplątać mi się w maliny? Dlaczego przyglądałeś się jak niepotrzebne palę kasę? I dlaczego atakujesz Intellect?

A nie miał racji

Stary. W odpowiedzi zdradzę Ci swoją małą tajemnicę. Czuję się świetnie, a mój pomysł na iniJOB rozwija się dokładnie tak, jak powinien rozwijać się startup. Jeżeli skazujesz mnie na porażkę po miesiącu działania, na podstawie pobieżnej obserwacji to popełniasz duże niedopatrzenie. Ale po kolei.

Budowa firmy od zera jest jak wyjście w otwarte morze, odkrywanie nieznanego, podejmowanie decyzji w otoczeniu wszechobecnego ryzyka. Nic nie jest „na pewno”. Z kolei „wydarzyć może się wszystko”. Szanse większości wielkich dzisiaj firm technologicznych były skreślane w ich wczesnych fazach rozwoju przez inwestorów. Dlaczego? Bo nikt nie jest zdolny do przewidywania przyszłości. Jednocześnie zmotywowany przedsiębiorca z odrobiną szczęścia nie ma przed sobą granic.

Bo wordpress nie wystarczy

Przetestowanie mojego pomysłu na zwykłym wordpressie, czy na landing page nie było dla mnie optymalnym rozwiązaniem. Zagadnienie, którego dotyka iniJOB to nie sprzedaż obuwia, czy elektroniki. Usługa nie ma charakteru wystandaryzowanego. a tym bardziej znanego na rynku. Jest nowa, potrzebuje czasu i edukowania użytkownika. Muszę swoje wyczekać i ponieść odpowiednie koszty marketingowe. Test, który proponujesz musiałby wypaść negatywnie. Zweryfikowałby tylko wycinek rzeczywistości i nie byłby miarodajny z mojej perspektywy. Wtedy – zniechęcony – mógłbym odpuścić iniJOB. I byłby to duży błąd. O skali tego potencjalnego błędu przekonamy się w kolejnych latach.

Bo alternatywnie można działać w modelu MVP

Zakładając długoterminowy scenariusz rozwoju projektu wybrałem opcję działania w modelu MVP. Przygotowałem się na długi marsz, ale przy założeniu odpowiednio niskich kosztów wdrożenia produktu i kosztów operacyjnej obsługi. To model bliski temu, o którym kolego wspominasz, jednak lepszy o tyle, bo dostosowany do charakteru produktu. iniJOB potrzebuje czasu na zbudowanie zaufania wśród użytkowników. Muszą się nauczyć korzystania z nowej usługi, a ja im to umożliwię. Wspólnie się przekonamy, czy mam rację. Ale nie w ciągu miesiąca – jak proponujesz. Potrzebujemy dużo więcej czasu.

Bo Intellect dał radę

Piszesz, że Intellect nie powinien wziąć mojego zlecenia. Powinien doradzić mi, że nie ma ono szans na powodzenie. Powinien ostrzec mnie przed kłopotami, o które sam się proszę.

Agencja interaktywna zarabia na klientach – klienci zlecają agencji usługi. Takie reguły gry. Usługa nie uwzględnia doradztwa gospodarczego, marketingowego, czy jakiegokolwiek innego. No chyba, że na to się umówisz.

Większość agencji, z którymi rozmawiałem chwaliło pomysł, jednocześnie wskazując na duże wyzwanie marketingowe dla jego uplasowania na rynku. W moim przypadku, zarówno po mojej stronie, jak i po stronie agencji była pełna świadomość ryzyk i wyzwania, przed którym staliśmy. Szczególnie, że osobiście zdążyłem od zera zbudować startup, który ostatecznie zadebiutował na GPW. Mam doświadczenia w budowaniu firm. Nie oczekiwałem od Intellectu odwodzenia mnie od pomysłu na iniJOB. Oczekiwałem wsparcia przy uruchomieniu projektu w formule MVP. I z zadania się wywiązali. Uważam, że świetnie wykonali swoją pracę. I polecam ich usługi.

Bo będzie sukces

Drogi kolego – doradzasz mi pivot. Musisz wiedzieć, że jeszcze przed startem iniJOB w jego podstawowej wersji przewidzieliśmy rozwój serwisu w kierunku kolejnych funkcjonalności dla pracowników i dla pracodawców. Lista jest długa i kosztowna. Jednak przed podjęciem właściwej inwestycji chcieliśmy w pierwszej kolejności zweryfikować zasadność modelu biznesowego. I wiemy dziś, że poszliśmy w dobrą stronę. Wiemy też jednak, że przed nami długa droga i ciężka praca. Nagroda nie przyjdzie szybko. Ale przyjdzie. I jak tylko się ujawnisz – zaproszę Cię na jej świętowanie.

 

 

  • Tomasz Dziobiak

    Jest wiele racji w tym artykule. Ja mam dokładnie takie same doświadczenie kiedy opuściłem Orange, wtedy ówczesna pani dyrektor sprzedaży powiedziała mi, że warzywniaka nie poprowadzę, z resztą kilku kolegów z byłej firmy zadało sobie trud, aby podhejnować moje projekty później w sieci. To niesamowite, że ludzie podejmą trud i wysiłek „twz wsparcia”, aby skutecznie zniechęcić do jakiejkolwiek inicjatywy. Szkoda bo uważam, że akurat Polacy to bardzo przedsiębiorczy naród i słowo „Żółć” nie mui być jednym z najbardziej polskich wyrazów. 🙁

    • Bartosz Michałek

      No tak – bo Pani z Orange była oburzona – jak to mogło być, że rzuciłeś tak intrantą pracę – a Ona tu zostaje… Ten trud, o którym piszesz ludzie podejmują po to, żeby obniżyć swój własny dyskomfort – swój dysonans poznawczy, że ktoś wyrwał się z ich schematu działania i odważył się na przykład odejść z pracy. Zgadzam się, że Polacy to bardzo przedsiębiorczy naród – nauczyła nas tego historia. Ale przy okazji nauczyliśmy się też zawiści i to niestety nie jest dobre. Ale pewnie z czasem to się zmieni na lepsze.

  • O Boże, jakie to prawdziwe! Niestety tak to już jest (czy tylko w Polsce, tego nie wiem), że wujków dobra rada znajdzie się zawsze pełno 🙂

    • Bartosz Michałek

      Na pewno takie mechanizmy działają nie tylko w PL. Ale w PL są one na pewno silne. Zawiść, zazdrość i szufladkowanie ludzi sukcesu jako hochsztaplerów. Dodatkowo Polacy są specjalistami od wszystkiego, wiedzą najlepiej i są najmądrzejsi. Tacy jesteśmy, ale wydaje mi się, że zmienia się to powoli w najmłodszym pokoleniu.

      • Cała nadzieja w młodym pokoleniu 🙂 Ale niestety będzie musiało minąć jeszcze sporo czasu…

  • Oleg

    Nie sądzę, żeby było to wyłącznie polskie. Pewnie własciciele firm z Doliny Krzemowej też nieraz dostawali takie „feedbacki”.

    • Bartosz Michałek

      Jasne, że nie jest to tylko „polskie”. Ale w USA stereotypowe zachowania społeczne są inne niż w PL. Tam wspiera się ludzi sukcesu, chwali się ich, czerpie się od nich wiedzę – żeby samemu osiągnąć sukces. W Polsce stereotypowo przedsiębiorca kojarzy się zaraz z kombinatorem i hochsztaplerem – „musiał ukraść, coś przekręcić”. Sąsiad, któremu się powodzi, jest mniej lubiany niż ten, z którym można się łączyć w jego bólu i w litości go wspierać. Polacy alergicznie reagują na sukces innych. Najczęściej to ich spala zamiast motywować do działania.

      • Oleg

        No cóż…, wiedziałeś przecież w jakich warunkach przyjdzie Ci działać. Tym większa będzie staysfakcja po osiągnięciu zakładanego sukcesu 🙂

        • Bartosz Michałek

          oczywiście 🙂 jedna tylko uwaga – dopóki jesteśmy w sferze „wiem / przypuszczam jak będzie” to jest to tylko gdybanie; ale kiedy jesteśmy w sferze realnego działania i prawdziwych przepychanek to w grę zaczynają wchodzić emocje i doświadczanie – jest ciut trudniej; ale ogólnie wszystko pod kontrolą:)

          • Oleg

            Zbyt duże emocje potrafią wyopalić – trzeba sobie z nimi poradzić. Z mojego doświadczenia wynika, ze najprościej jest to zrobić, kiedy uświadomisz, ze najgorszy wariant rozwoju wydarzeń nie jest wcale taki zły. Pewnie Ci się powiedzie. Ale niezaleznie od wyniku i tak jesteś Bohaterem, w odróżnieniu od całej rzeszy „wirtualnych” milionerów, którzy nigdy nie odważyli się zaryzykować i zainwestować w realizację swoich pomysłów. I nie ważne, co oni pomyślą, wazne, co myślą ludzie, którzy wybrali kiedyś taką sama drogę. Nie każdy pomysł musi wypalić – jak z inwestowaniem w akcje – ale doswiadczenie pozwoli robić lepsze rzeczy w przyszłości. Podobno inwestorzy w Stanach wolą inwestowac w takie start-upy, gdzie założyciel miał jedno-dwa niepowodzenia, bo dopiero wtedy nabiera wystarczjące doświadczenie do kolejnego biznesu.
            W najgorszym możliwym wypadku będziesz potrzebował trochę czasu żeby się odkuć.
            Kiedy już uswiadomisz sobie, że kązdy rozwój wydarzeń jest OK, przestajesz myśleć o tym gorszym wariancie i spokojnie skupiasz się na biznesie.

          • Bartosz Michałek

            Mądrze prawisz 🙂 Dzięki Oleg za ciepłe słowa otuchy. Ja jestem zawzięty i waleczny – nie odpuszczę. Ale wiem też, że zbyt duża zawziętość bywa błędem. Potrzeba przy tym wszystkim pokory i otwartości na sygnały z otoczenia. Działamy czujnie 🙂

  • Keyti

    Polecam zapoznać się z treścią tego artykułu – http://chcenawczoraj.pl/post/5-najczestszych-powodow-dlaczego-startupy-upadaja